Dlaczego Cieszę Się, że Nie Pominęłam Mojego Okresu Samotności

Dlaczego Cieszę Się, że Nie Pominęłam Mojego Okresu Samotności

Około mojej 20-stki, moje samotne przyjaciółki zaczęły znikać jedna po drugiej. Wychodziły za mąż i porzucały mnie dla swoich mężów. Przyznaję, gdybym tylko miała taką okazję, zrobiłabym to samo, ale nie miałam. W każdym razie nie z chłopakiem, którego naprawdę lubiłam.

Gdzie się podziali wszyscy porządni mężczyźni? A nawet jeśli są, to gdzie się zaszyli i dlaczego nie przybywają jako wybawienie zza wzgórz na białym koniu, by mnie odnaleźć? Czułam się samotna i opuszczona.

Czy miałaś kiedyś do czynienia z pewnym etapem swojego życia, który desperacko chciałaś pominąć? Pstryknąć palcami i obudzić się pięć lat później (albo chociaż pięć miesięcy), kiedy wszystko będzie jest już inne? Bardzo chciałam rzucić daleko ten okres samotności, z całą świadomością „Samotnych Świąt" jak Walentynki, Święta Bożego Narodzenia, moje urodziny… (Dostajesz zdjęcia.) Ale nie mogłam tego zrobić.

„Bóg planował coś, czego chciał mnie nauczyć przez cały okres mojej samotności."

I teraz, dziewięć lat później, jestem bardzo wdzięczna, że nie mogłam pominąć tego etapu.

W czasie studiów, pewien mądry przyjaciel powiedział mi: „Tiffany, nie możesz uchronić etapów przed zmienianiem się, bo to zahamuje twój wzrost." Chciałam zatrzymać ten czas w życiu – pozostać na zawsze w momencie, w którym żyłam.

Przed moją połową lat dwudziestych, znów zastosowana ta sama zasada, ale w odwrotnej kolejności – nie mogłam pominąć teko etapu, ponieważ zahamowałoby to mój wzrost.

Jeśli pominęłabym okres mojej samotności (który, mogę dodać, trwał dziewięć lat dłużej niż kiedykolwiek bym chciała), straciłabym okazję na niesamowitą przygodę z Bogiem Ojcem!

Pracując od 9 do 17, przez pierwsze 4 lata po ukończeniu studiów, często błagałam Boga, by zesłał mi męża. „Pomimo wszystko," – argumentowałam – „to nie jest tak, że żyję za morzem jako misjonarka. Nie robię niczego, co by wymagało samotności. Po prostu pracuję od 9 do 17!"

Jednak najwidoczniej, Bóg chciał mnie czegoś nauczyć w tym czasie samotności.

W porządku, to zbyt łagodnie powiedziane. Było MNÓSTWO rzeczy, których Bóg chciał mnie nauczyć. Ale na szczycie listy tych spraw, których się nauczyłam, było to, że Bóg może prawdziwie zaspokoić moje serce. 

Psalm 145,16 mówi o Bogu: „Otwierasz rękę swą i nasycasz do woli wszystko, co żyje."

Czytałam ten fragment wiele razy, ale czy wierzyłam w tę prawdę? Nie było mowy. Nie ma szans, żebym mogła być usatysfakcjonowana bez męża! Próbowałam i próbowałam, jednak pragnienie męża nadal było, nadszarpując moją duszę i pozostawiając mnie bez tchu i pełną łez niejednego wieczoru.

Oczywiście były momenty zaspokojenia w Chrystusie, ale nie były one trwałe. Jedyne o czym myślałam, to: „Mój mąż traci dużą część swojego życia, którą moglibyśmy wspólnie dzielić właśnie teraz. Traci okazję tak wielu wspomnień, które moglibyśmy tworzyć."

W wieku 25 lat, skończyłam studia magisterskie i wydałam moją pierwszą książkę, i wtedy mój tato zapytał: „Tiffany, dlaczego tak dużo pracujesz? Dlaczego nie zakończysz swojej pracy i nie zaczniesz podróżować, by przemawiać na pełen etat? Teraz nie masz nic do stracenia; jesteś panną!"

Tak więc zrobiłam. Zaczęłam włóczyć się po kraju, tylko ja i Bóg, i mój mały PT Cruiser pełen książek. Próbowałam go przez 6 miesięcy, po czym uznałam go za odpowiedni i ruszyłam dalej. Następnego roku odwiedziłam 36 stanów w 3 miesiące.
To była niesamowita przygoda Ojca z córką! Modląc się o zranione młode kobiety, słysząc historie o ocalonych życiach, widząc kraj z bliska i osobiście… ale nic nie mogło równać się ze wzrostem, jaki miałam wówczas w relacji z Chrystusem.

Poznałam Go tak, jak nigdy wcześniej. Podczas nieobecności męża, On był moim obrońcą. Moim pocieszycielem. Moją miłością. Moim towarzyszem. Moim zaopatrzeniem. Śmiałam się z Nim w zabawnych momentach życia, dzieliłam moimi zmartwieniami i obawami, płakałam z Nim.

I ku zaskoczeniu: Tworzyliśmy wspólnie wspomnienia.

Podczas całego tego okresu, o którym myślałam, że „tracę okazję na tworzenie wspólnych wspomnień z moim mężem" – właśnie tworzyłam wspomnienia z Bogiem. Wspomnienia, które nigdy nie wyblakną i nie znikną. Wspomnienia, które znaczą dla mnie więcej, niż cokolwiek innego.

W skrócie: On stał się dla mnie wszystkim.

Podczas podróży po kraju, pamiętam moją modlitwę: „Boże, czasami wciąż czuję się samotna. Wciąż chcę wyjść za mąż. Ale w porządku; jest tak, jak sam mnie stworzyłeś. I naprawdę, jeśli mam zostać sama przez resztę mojego życia, to niech tak będzie. 

To będzie smutne i samotne czasami, ale w porządku, będę to akceptowała, tak długo jak będę żyć z Tobą."

Gdybym pominęła mój okres samotności i pstryknęła palcami, obudziłabym się po zakończonym okresie wyjątkowej przygody Ojca z córką sam nas sam. Obudziłabym się 2 miesiące temu, w wieku 29 lat, ubierając białą suknię, i podążając wzdłuż ołtarza. Mój ślub ani w przybliżeniu nie byłby tak piękny, jak był naprawdę, ponieważ nie byłby piękny bez czasu Ojca z córką, ze względu na to, co przeszłam i czego się nauczyłam.

Niektóre z was być może wyszły za mąż wcześnie, inne może wciąż czekają na pobożnego mężczyznę, który skradnie ich serce. Pogodzenie się z naszym etapem w życiu nie ma nic wspólnego z wiekiem, w którym bierzemy ślub. Ale ma wiele wspólnego z pozwoleniem naszemu Niebiańskiemu Ojcu na zabranie nas w daleką przygodę Ojca z córką, pośród wszystkich naszych etapów (włączając również te samotne), czy jesteś mężatką, czy też panną.

W tych okresach życia, gdy ból staje się nie do zniesienia, samotność zaczyna dusić, i jedyne czego pragniemy, to się poddać, spójrz co czyni Bóg. Zamiast błagać Go, by pominął ten etap w twoich życiu, poproś by nauczył cię wszystkiego, czego On chce podczas tego okresu.